Czy na licencje zawodnicze jest za wcześnie?
W ostatnich dniach pojawiło się wiele pytań i komentarzy dotyczących planowanego wprowadzenia licencji zawodniczych od 2027 roku. Poprosiliśmy Prezesa ZPP Marcina Matysika o wyjaśnienie powodów tej decyzji.
Czy naprawdę potrzebujemy licencji zawodniczych już teraz?
Marcin Matysik: To jedno z najczęściej zadawanych pytań. Moja odpowiedź brzmi: tak, jeśli chcemy rozwijać pickleball w sposób profesjonalny. Rozumiem argument, że sport jest jeszcze młody i że powinniśmy najpierw skupić się wyłącznie na popularyzacji. Problem polega na tym, że profesjonalizacja nie zaczyna się wtedy, gdy sport jest już duży. Profesjonalizacja jest jednym z powodów, dla których sport staje się duży. Gdybyśmy przez ostatnie lata czekali, aż pickleball sam się rozwinie, nie mielibyśmy dziś związku, systemu turniejowego, szkoleń instruktorskich, kursów sędziowskich, reprezentacji Polski ani współpracy z liczącymi się międzynarodowymi organizacjami.
Wielu zawodników uważa, że Związek chce po prostu pobierać kolejną opłatę.
MM: To bardzo krzywdzące uproszczenie. Od 2019 roku rozwój pickleballu w Polsce był finansowany wyłącznie przez osoby prywatne. Przez lata wiele osób wykładało własne pieniądze, poświęcało własny czas i angażowało własne zasoby, aby organizować turnieje, promować dyscyplinę i budować środowisko. Dziś mamy związek sportowy. Jednak utrzymanie związku kosztuje. Kosztują składki członkowskie w organizacjach międzynarodowych. Kosztują strony internetowe, domeny i systemy informatyczne. Kosztują kwestie prawne, regulaminy, umowy i dokumentacja. Kosztują wyjazdy na wydarzenia międzynarodowe, spotkania z partnerami, rozmowy ze sponsorami, szkolenia, zgrupowania i obsługa reprezentacji Polski. Kosztuje wysyłka sprzętu na wydarzenia promujące pickleball w całym kraju.
Ale przecież wielu ludzi tego nie widzi.
MM: I właśnie dlatego często pojawia się błędne przekonanie, że nic się nie dzieje. Jeżeli czegoś nie widać, nie oznacza to, że tego nie ma. Za każdym regulaminem stoi kilkanaście godzin pracy. Za każdym partnerstwem stoją długie tygodnie rozmów. Za każdym projektem stoją spotkania, dokumenty, konsultacje prawne, telekonferencje i wyjazdy. Zarząd Polskiego Związku Pickleballa wykonuje tę pracę całkowicie społecznie, tak samo jak członkowie naszych komisji. Po godzinach pracy. W weekendy. Wieczorami. A często również w czasie własnej pracy zawodowej. Mówimy o setkach, a w praktyce tysiącach godzin wolontariatu.
Czy osoby działające na rzecz rozwoju dyscypliny powinny być wynagradzane?
MM: Moim zdaniem tak. W każdym profesjonalnym sporcie osoby odpowiadające za rozwój dyscypliny otrzymują wynagrodzenie za swoją pracę. Przewodniczący komisji, trenerzy kadry, osoby odpowiedzialne za szkolenia, rozwój regionalny czy ambasadorowie organizujący dni otwarte wykonują realną pracę o wymiernej wartości. Na razie większość tych działań odbywa się całkowicie społecznie. Ale jeżeli chcemy budować nowoczesny związek sportowy, musimy w przyszłości stworzyć warunki, które pozwolą najlepszym ludziom poświęcać tej dyscyplinie więcej czasu.
Dlaczego licencje są tak ważne?
MM: Ponieważ są standardem funkcjonowania praktycznie każdego związku sportowego. Nie ma w tym nic wyjątkowego ani kontrowersyjnego. Dzisiaj ZPP utrzymuje się głównie ze składek swoich członków, opłat związanych z systemem turniejowym oraz dodatkowych przychodów pochodzących ze szkoleń, kursów instruktorskich, kursów sędziowskich i współpracy sponsorskiej. Tak funkcjonują związki sportowe na całym świecie. Co więcej, by otrzymać dofinansowanie z MSiT w 2027 roku, musimy mieć wprowadzony system licencji zawodniczych.
Dlaczego nie poczekać jeszcze kilka lat?
MM: Bo świat nie będzie na nas czekał. Jeżeli chcemy mieć silną dyscyplinę, musimy już dziś budować struktury, które będą wymagane jutro. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że droga pickleballu do programu olimpijskiego jest niezwykle wymagająca. Aby dyscyplina mogła znaleźć się na Igrzyskach Olimpijskich, 60 krajów musi spełnić rygorystyczne kryteria dotyczące funkcjonowania federacji sportowych. Mówimy między innymi o:
- systemach rankingowych,
- licencjach zawodniczych (!),
- organizacji imprez mistrzowskich,
- strukturach prawnych,
- przejrzystości finansowej,
- działalności szkoleniowej, w szczególności dot. dzieci,
- reprezentacjach narodowych,
- obecności w przestrzeni medialnej,
- aktywności międzynarodowej.
Jeżeli co najmniej 60 krajów nie będzie spełniało wymogów, droga do uznania dyscypliny przez MKOl będzie zablokowana. Dlatego nie możemy powiedzieć: „zrobimy to kiedyś”. Musimy zacząć budować te fundamenty już teraz.
Co z osobami, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pickleballem?
MM: Właśnie dlatego podjęliśmy decyzję, aby obowiązek licencyjny nie obejmował wszystkich. Licencje będą wymagane dopiero od turniejów rangi PPT 100 i wyższych. Nie będą obejmować uczestników turniejów PPT 50. Zwolnieni będą również juniorzy, seniorzy oraz osoby aktywnie działające na rzecz związku. Chcemy zachować równowagę pomiędzy dostępnością sportu a budowaniem profesjonalnych struktur.
Jaki jest cel tej decyzji?
MM: Cel jest bardzo prosty. Nie budujemy licencji dla samych licencji. Budujemy fundamenty pod nowoczesny, profesjonalny i stabilny związek sportowy. Taki, który będzie w stanie skutecznie reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej. Taki, który będzie pozyskiwał środki zewnętrzne. Taki, który będzie szkolił instruktorów, organizował profesjonalne turnieje, wspierał zawodników i reprezentację Polski. I taki, który za kilka lat nie będzie już musiał pytać, czy jest gotowy na profesjonalizację, ponieważ będzie ją miał już za sobą. To właśnie dziś wykonujemy ten mały krok, który w przyszłości może okazać się jednym z najważniejszych w historii pickleballu w Polsce.